Remember the Alamo!


Otóż ówczesny (4-ta dekada XIX w.) Texas był kresami Meksyku, więcej tam było Komanczów niż Meksykanów (coby ten termin znaczyć wtedy nie miał) i tamże właśnie anglosascy osadnicy zbojkotowali meksykańską abolicję (co i nie dziwota, bawełna wymaga czarnuchów) i tak to się zaczęło ....
Koniec końców rebelianci odrzucają Meksykanów za Rio Grande.
W 1836 wkracza do akcji mój ulubiony antybohater gen. Santa Anna i w czasie ekspedycji karnej w Alamo i pod Goliad zbrodniczo wyrzyna obrońców. W tak zwanym międzyczasie (4 dni przed upadkiem Alamo) Texas ogłasza niepodległość. Tak powstaje legenda a śp. Jim Bowie (i jego nóż) oraz śp. Davy Crockett (i jego czapka ze skórki szopa) stają się symbolami wolnego Texasu, który jak narazie Wujek Sam ma o dziwo w głębokiej dupie ....
W miesiąc póżniej armia Wolnego Texasu dowodzona przez Sama Houstona (też niezły numerant) rozpieprza w drebiezgi wojska Santa Anny w bitwie pod San Jacinto (gdzie padły przed walką tytułowe słowa). Santa Anna usiłuje udawać szeregowca ale rozpoznany idzie na współpracę i wszystko podpisuje jak leci łącznie z Deklaracją Niepodległości Republiki Texas.
Za parę lat (1845) Wujek Sam łaskawie przyjmie pod swe skrzydła nowy stan.
Czas na Kalifornię i (baardzo szeroko pojęte) okolice.
Meksykanie odrzucają propozycję odkupienia tych terenów za 20 mln zielonych. Amerykańskie oddziały gen. Zachary Taylora w 'samowolnej' misji, dochodzą znów do Rio Grande (analogia do gen. Żeligowskiego i Wileńszczyzny nasuwa się sama). Meksykanie dają odpór i wybucha wojna amerykańsko-meksykańska. Santa Anna wypuszczony (i opłacony) przez Jankesów obejmuje dowództwo i oczywiście daje dupy na wszystkich frontach. W 1847 pada Mexico City. Przegrana Meksyku zbija cenę do 15 mln. Kalifornia, Teksas, Nowy Meksyk, część Arizony, Nevada, Utah, Wyoming i Kolorado zmieniają właściciela.
Za parę lat za dodatkową dychę baniek sałaty Wujek Sam dokupuje pozostały kawałek Arizony.
Jak myślicie, kto podpisuje umowę sprzedaży?
To nie koniec, ale o tem - potem ...

Komentarze

  1. Nie moja broszka ale może uniewidocznić tę notkę skoro w przygotowaniu (przypomina mi sie dyskusja czy pokazywać cała dupę czy nie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. otóż ja jestem za oglądaniem kawałka dupy,
    proces produkcyjny też jest godny pokazania (choćby ulotnego)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesteś zwolennikiem pokazywania i kawałka, i całości, znaczy?
    Należy pokazywać dupę zawsze i wszędzie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. w miare jedzenia apetyt rosnie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. ... jak pieróg na sośnie!

    OdpowiedzUsuń
  6. tuv zrzędząco16 marca 2011 03:51

    przepraszam bardzo!
    ja tam dupy M nie widziałam !

    OdpowiedzUsuń
  7. zrywam z dupy strupy

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja proponuję, żeby każdy pilnował swojej ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. oooo, tak jak lubię - ostro, zdecydowanie, pryncypialnie

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty