Fafluny






Nawieźlim z Meksyku pół plecaka faflunów. Powyżej przedstawiam małą reprezentację. Z każdym prawie wiąże sie jakaś ciekawa historia:
* turkusowo-szmaragdowo-kwarcowo-obsydianowa aztecka maska nabyta w Teotihuacan z myślą o pewnym kittysitterze i kultowym blogerze na "A" - kosztowało nas mnóstwo zachodu dowiezienie jej w jednym kawałku do domu (i prawie się udało)
* ceramiczna, bajecznie kolorowa czacha à la Cepelia Mexicana nabyta we wielkim sklepie z regalosami w Playa del Carmen z myślą o innej kultowej blogerce na "T", Meksyk pełen jest dizajnu śmierciowego - kościotrupy, czachy, śmierć z kosą co krok
* kamienny pancernik (armadillo) zakupiony od ruinokrążcy w Monte Alban, dla mnie faflun najcenniejszy bo niespotykanej formy i zdobyty w fascynujących okolicznościach architektury i przyrody, po długich i sympatycznych targach, od egzotycznego jegomościa a do tego pęknięty i sklejony
* papierośnica 'rewolucyjna' nabyta w sklepie z pamiątkami Muzeum Rewolucji w Mexico City (na tym sklepiku nasze zwiedzanie muzeum sie rozpoczęło i zakończyło)
* butelka mezcalu nabyta po licznych degustacjach na stoisku mezcalowym w sklepie spożywczym w Oaxaca
* Taxco, Miasto Srebra, reprezentują dwa, o zgrozo niesrebrne fafluny na lewym dole: mosiężny, spatynowany kościotrup i niklowany breloczek-jaszczurka,  srebra kryje pysk ceramicznej ryby z prawej (i o nich jeszcze będzie oddzielnie bo są fascynujące)
* miedziany jaguar z Chichen Itza, stargowałem z 250 pesos za sztukę na 170 pesos za dwie sztuki, można je łączyc ogonami a stanowią swoje symetryczne odbicie, muszę uzupełnić tylko niektóre pogubione cyrkonie
* deszczowa rura z kalebasy (made in PRC, I think)
* wszystko spoczywa na kolorowym obrusiku kupienie którego było obsesją M. i się spełniło w Teotihuacan, takie barwy są archetypowe w Meksyku a te obrusiki pokrywały prawie wszystkie knajpiane stoły w (o ile wogle były przykryte czymś)

Komentarze

  1. :)))) fafluny czyli pamniątki calkiem fajne

    OdpowiedzUsuń
  2. widac u nich smierc nie jest takie tabu jak u nas, tylko chyba raczej jest to oczywista czesc zycia (?)

    kolory sa powalajace, a maska po prostu (braklo mi wlasciwego przymiotnika) genialna

    OdpowiedzUsuń
  3. dodam jeszcze tylko ze czaszke mam polska (dlatego bura jest) wiec widac u nas tez miejsca sa gdzie takie precjoza sprzedaja :P

    OdpowiedzUsuń
  4. nawet lody u nich reklamuje kościotrup i ulica na co dzień wygląda jakby wczoraj był Haloween

    a w kościele jest nawet jakaś Madre-Muerte - Matka Boska Smierć do której sie modlą Mexykańcy

    OdpowiedzUsuń
  5. ten kraj coraz bardziej mnie sie podoba :)... czy to prawda, ze w orszaku pogrzebowym tancza? nie trafiliscie na nic takiego przypadkiem?

    OdpowiedzUsuń
  6. a co to jest to po lewej stronie w tonacji czerń-brąz wyglądajace jak przykrótki bejsbol

    OdpowiedzUsuń
  7. punkt przedostatni

    Rura deszczowa - bambusowa* rura wypełniona różnymi elementami typu: żwir, szczątki muszli itp. Po przechyleniu elementy te spadają tworząc dźwięk przypominający deszcz. Rura pochodzi z Ameryki Południowej

    * z tym że nasza jest nie bambusowa a z kalebasy czyli tykwy

    swoją drogą ciekawe jak natykam sie na całym świecie na zaprzyjaźnionych blogerów, w tej wyprawie byli to tykwa, selwa i andy (garcia:)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Major jest troszkę roztargniony, bo odpowiedział Ci na pytanie o cmentarze omyłkowo w komach do następnej notki.

    OdpowiedzUsuń
  9. Cieszę się z niego jak dziecko

    OdpowiedzUsuń
  10. teodoryk (z przyłbicą)15 lutego 2011 02:05

    No andy to wiadomo że wszędzie występuje, otwieram GW - andy, otwieram Rzepę - andy, tv - andy, idę odprawiać Mszę i aż boję się tabernakulum otworzyć ;-)

    To dowcip o Życińskim przerobiony, a wpisałem się pod innym pseudonimem (gdzie indziej pod nim się kryję)

    OdpowiedzUsuń
  11. dowcip piękny a teodoryk intrygujący

    znam na blogu jednego tylko co msze moze odprawić, trzeba pójść tym tropem i może się uda uchylić przyłbicy

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedyś z pewnym profesorem ze Szwecji (z korzeniami polskimi, uchodźcą z 68 roku) o biskupicach (kobietach biskupach a nie miejscowości Biskupice)gadałem, tzn ja słuchałem z otwartą gębą a ona nadawał... Ergo wszytsko się zmienia panie majorze (a może kiedys pani majorzyco? że zastanowię się filozoficznie...

    OdpowiedzUsuń
  13. wolę 'pani Majorko'!!

    Majorzyca kojarzy mie sie z samicą dużego zwierzęcia np. słonica, dinozaurzyca, turzyca, żubrówka, cassis, cointreau, te sprawy panimajesz ..
    :))

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty