El Sicario, La Habitación No. 164
Info o filmie w komie nr1.
Poszliśmy z wiadomych powodów zaciekawieni tematyką mafii narkotykowej w Meksyku. Obejrzeliśmy film i posłuchaliśmy przez kwadrans reżysera Gianfranco Rosiego. Zmarnowane dwie godziny. Wszystko czego się dowiedziałem to to, że mafia narkotykowa skorumpowała głęboko meksykańskie państwo i że rocznie ginie kilkadziesiąt tysięcy ludzi w porachunkach karteli. Czyli nic nowego, już nie mówiąc że można było mi to przekazać w dwie minuty wliczając czas na wejście i wyjście z sali.
Żeby nie było że jestem niepoprawnym malkontentem to powiem że kinomuranowska sala 'Zbyszek' imponuje peerelowskim smakiem w najlepszym gatunku.
WATCH DOCS: El Sicario - pokój 164/ El Sicario - Room 164
OdpowiedzUsuńFrancja, Włochy 2010
Reż. Gianfranco Rosi
84'
„El Sicario" to opowieść mordercy - egzekutora mafijnych wyroków, ilustrowana jego powstającymi na oczach widzów pośpiesznymi rysunkami i w całości zarejestrowana w jednym motelowym pokoju na granicy USA i Meksyku. Co więcej - nie widzimy jego twarzy, przez cały czas pozostanie ona zasłonięta. Na głowę Sicario bowiem wyznaczono nagrodę - ćwierć miliona dolarów. Tak trudna forma przy tak drastycznej treści niezwykle łatwo mogła osunąć się z jednej strony w zupełnie niefilmową relację, z drugiej - w duchową pornografię. Dzięki reżyserskiej wirtuozerii Gianfranco Rosiego tak się jednak nie stało - oglądamy film wręcz porażający na wszystkich poziomach - formalnym, kryminologicznym, politycznym, psychologicznym i egzystencjalnym. Sicario zabił setki ludzi, jest ekspertem od porwań i tortur, ale nigdy nie stanął przed sądem. Jak wielu „żołnierzy" narkotykowych bossów, uczył się w szkole policji, był też policyjnym dowódcą w Chihuahua, a nawet przeszedł szkolenie prowadzone przez FBI. Przez lata poruszał się swobodnie między Meksykiem a USA. Teraz sam jest uciekinierem, a na jego trop w każdej chwili może wpaść któryś z dawnych kolegów. W tym samym pokoju, gdzie dziś ze szczegółami ujawnia tajemnice funkcjonowania mafii, przetrzymywał kiedyś porwanego zakładnika. We wstrząsającej spowiedzi Sicario, zmierzającej do zaskakującego finału, poraża obraz kryminalnych układów splecionych ze strukturami władzy w tak szczelnym uścisku, że wydaje się nie być z niego ucieczki. Meksyk obnażony w opowieści mordercy jawi się wręcz jako kolejne „upadłe państwo", nad którym kontrolę przejęły kokainowe kartele. Film Rosiego, inspirowany esejem Charlesa Bowdena „The Sicario" opublikowanym w 2009 roku w „Harper's Magazine", jest z pewnością jednym z najbardziej odkrywczych i poruszających dokumentów ostatnich lat.
A pan prowadzący (również wywiad z reżyserem) miał na sobie sweterek w kolorze ścian "Zbyszka". I gdyby nie różowy kołnierzyk, wyglądałoby, że to sama głowa lewituje ;-)
OdpowiedzUsuń"Zbyszek" to nazwa sali (na cześć Zbyszka Cybulskiego), a kolor to błękit morski :)))
OdpowiedzUsuńTo taki swojski bluebox:)
OdpowiedzUsuńdoskonałe!
OdpowiedzUsuńtego słowa mi brawało
czyli nie do konca było nudno:)
OdpowiedzUsuń(a czego sie spodziewałes ,mafia,to mafia,takie sa o niej filmy, osobiscie nie przepadam )
wcale nudno nie było!
OdpowiedzUsuńfilm nic nie wniósł POZNAWCZO ale emocji wzbudził co nie miara i dyskusja po była bardzo ożywiona i poruszyła równiż przypadkowych współpodróżnych w metrze i SKM-ce
więc nie ma tego złego coby et cetera ..