Dzień 4. - Izrael od morza do morza - część I pt. MASADA
Jerozolima - Jerycho - Masada - Ein Bokek (Morze Martwe) - Be'er Szewa - Pustynia Negev - Ejlat (Morze Czerwone)

Brama Damasceńska
Ze Starej Jerozolimy ruszyliśmy po świcie przez Bramę Damasceńską z zamiarem złapania taryfy na dworzec autobusowy. Miły palestyński 'złotówa' utargował z nami kurs za 320 szekli aż do samej Masady. No i git! Walimy na wschód Autonomią Palestyńską w kierunku Morza Martwego. Zarykujemy się śmiechem do rozpuku podziwiając bogactwo Ziemii Obiecanej - pustynia i skały, normalnie prawie Księżyc tylko bardziej surowy, niegościnny i jałowy. Ale numer Jehowa wyciął Narodowi Wybranemu!! :)))
Mijamy od południa Jerycho, docieramy do zachodniego wybrzeża Morza Martwego i skręcamy, wzdłuż niego, na południe do Masady.
Morze Martwe leży w naajgłębszej na świecie depresji (418 mppm). Wyobraźcie sobie wielką nieckę (słowo padół bardzo mi pasuje) w rozległej równinie, na dnie której jest sporo słonej wody a obok wielkie strome wzniesienie sięgające prawie płaskim szczytem poziomu morza (Śródziemnego oczywiście) - jakby ktoś zapomniał wybrać łopatką ten niewielki kawałek, to właśnie jest Masada.
O historii twierdzy, zelotach, rzymskich zdobywcach, zbiorowym samobójstwie obrońców poczytajcie se sami pod linkiem.
'Cierpiarz' wyrzuca nas pod samym Visitors Center, wielkim klimatyzowanym budynkiem mieszczącym muzeum, kasy, kible, stoisko z pamiątkami i dolną stację horrendalnie drogiej kolejki linowej na szczyt. Kupujemy bilety wstępu, zostawiamy plecaki w skrytkach na zewnątrz, moczymy się jeszcze w umywalkach do majtek, mokre szmaty na łeb, kupujemy wodę, napełniamy naszą dekatlonową manierkę i poooszli!!!
Jest piekielny upał mimo wczesnej pory. Na szczyt twierdzy prowadzi 'Snake Path' - stroma, wykuta w skale kamienna ścieżka.
Ja i M. odpadamy gdzieś w 3/4 drogi - łeb pęka, słońce wypala mózg, serce tłucze się jak oszalałe, brak tchu, nogi jak z waty. Postanawiamy wracać, Staś i Nel wspinają się dalej. Zejście jest już prawie przyjemnością. Nie spieszymy się, nie oszczędzamy wody, podziwiamy widoki i popasamy w jedynym miejscu gdzie jest odrobina wątłego cienia. I wcale, ALE TO WCALE, nie zazdrościmy naszym zawziętym współtowarzyszom, opowiedzą nam przecież wszystko jak sie spotkamy na dole :))))

Masada
Wpadamy wreszcie do kibli i normalnie kąpiemy się cali od stóp do głów, wychodzimy na zewnątrz i po kilku minutach dołączają do nas Staś i Nel!!! ZJECHALI SKUBANI KOLEJKĄ!!
Podchodzi nowa wycieczka, tak z 10 szt., sami młodzi żydzi, na końcu dziarsko stąpa dziewczynka w lekuchnej, przewiewnej sukienczynie, sutki sterczą i majtki się odcinają - jedyny jej 'bagaż' to automatyczny karabin GALIL kalibru 7,62mm na szyi, reszta pewno ma po magazynku ... To właśnie jest Izrael :)))
Z Masady podjechaliśmy kawałeczek autobusem do martwomorskiego żydowskiego kurortu Ein Bokek (taki ichniejszy Sopot) o czym w następnej globroterskiej notce.
!!! UWAGA !!!
oto foty (ok. 200) wybrane i wrzucone właśnie w sieć przez M.:
Brama Damasceńska
Ze Starej Jerozolimy ruszyliśmy po świcie przez Bramę Damasceńską z zamiarem złapania taryfy na dworzec autobusowy. Miły palestyński 'złotówa' utargował z nami kurs za 320 szekli aż do samej Masady. No i git! Walimy na wschód Autonomią Palestyńską w kierunku Morza Martwego. Zarykujemy się śmiechem do rozpuku podziwiając bogactwo Ziemii Obiecanej - pustynia i skały, normalnie prawie Księżyc tylko bardziej surowy, niegościnny i jałowy. Ale numer Jehowa wyciął Narodowi Wybranemu!! :)))
Mijamy od południa Jerycho, docieramy do zachodniego wybrzeża Morza Martwego i skręcamy, wzdłuż niego, na południe do Masady.
Morze Martwe leży w naajgłębszej na świecie depresji (418 mppm). Wyobraźcie sobie wielką nieckę (słowo padół bardzo mi pasuje) w rozległej równinie, na dnie której jest sporo słonej wody a obok wielkie strome wzniesienie sięgające prawie płaskim szczytem poziomu morza (Śródziemnego oczywiście) - jakby ktoś zapomniał wybrać łopatką ten niewielki kawałek, to właśnie jest Masada.
O historii twierdzy, zelotach, rzymskich zdobywcach, zbiorowym samobójstwie obrońców poczytajcie se sami pod linkiem.
'Cierpiarz' wyrzuca nas pod samym Visitors Center, wielkim klimatyzowanym budynkiem mieszczącym muzeum, kasy, kible, stoisko z pamiątkami i dolną stację horrendalnie drogiej kolejki linowej na szczyt. Kupujemy bilety wstępu, zostawiamy plecaki w skrytkach na zewnątrz, moczymy się jeszcze w umywalkach do majtek, mokre szmaty na łeb, kupujemy wodę, napełniamy naszą dekatlonową manierkę i poooszli!!!
Jest piekielny upał mimo wczesnej pory. Na szczyt twierdzy prowadzi 'Snake Path' - stroma, wykuta w skale kamienna ścieżka.
Ja i M. odpadamy gdzieś w 3/4 drogi - łeb pęka, słońce wypala mózg, serce tłucze się jak oszalałe, brak tchu, nogi jak z waty. Postanawiamy wracać, Staś i Nel wspinają się dalej. Zejście jest już prawie przyjemnością. Nie spieszymy się, nie oszczędzamy wody, podziwiamy widoki i popasamy w jedynym miejscu gdzie jest odrobina wątłego cienia. I wcale, ALE TO WCALE, nie zazdrościmy naszym zawziętym współtowarzyszom, opowiedzą nam przecież wszystko jak sie spotkamy na dole :))))
Masada
Wpadamy wreszcie do kibli i normalnie kąpiemy się cali od stóp do głów, wychodzimy na zewnątrz i po kilku minutach dołączają do nas Staś i Nel!!! ZJECHALI SKUBANI KOLEJKĄ!!
Podchodzi nowa wycieczka, tak z 10 szt., sami młodzi żydzi, na końcu dziarsko stąpa dziewczynka w lekuchnej, przewiewnej sukienczynie, sutki sterczą i majtki się odcinają - jedyny jej 'bagaż' to automatyczny karabin GALIL kalibru 7,62mm na szyi, reszta pewno ma po magazynku ... To właśnie jest Izrael :)))
Z Masady podjechaliśmy kawałeczek autobusem do martwomorskiego żydowskiego kurortu Ein Bokek (taki ichniejszy Sopot) o czym w następnej globroterskiej notce.
!!! UWAGA !!!
oto foty (ok. 200) wybrane i wrzucone właśnie w sieć przez M.:
Mnie jeszcze zapadła w pamięć pani sprzedawczyni biletów. Gdy podeszłam do okienka coby zakupić bilety, powiedziała coś w rodzaju "nie widzi, że zamknięte?? poczeka!". Chwilę potem (jako że chcieliśmy rozsądnie zagospodarować nasz cenny czas oczekiwania) zapytałam, gdzie można zostawić bagaże. "Zaraaa!!! Jeszcze zamknięteee!!!".
OdpowiedzUsuńNo normalnie rozejrzałam się, czy gdzieś na ścianie nie wisi jakaś łyżka na łańcuchu...
sprzedawczyni koszmar;/
OdpowiedzUsuńA podejście pod górkę!!!
Szaleni:)
Tu wrzuciłam trochę fotek, jak kto niecierpliwy...
OdpowiedzUsuńhttp://s1088.photobucket.com/albums/i332/gonieczka/Amman%20Umm%20Qays%20Ajloun%20Jerash/
http://s1088.photobucket.com/albums/i332/gonieczka/Jerusalem/
http://s1088.photobucket.com/albums/i332/gonieczka/Masada%20Dead%20Sea/
http://s1088.photobucket.com/albums/i332/gonieczka/Aqaba/
http://s1088.photobucket.com/albums/i332/gonieczka/Wadi%20Rum/
http://s1088.photobucket.com/albums/i332/gonieczka/Petra/
http://s1088.photobucket.com/albums/i332/gonieczka/Kings%20Highway/
http://s1088.photobucket.com/albums/i332/gonieczka/Madaba/
...albo nienasycony ;-)
OdpowiedzUsuń;)))
OdpowiedzUsuńwidziałam jednana wiki.KOSZMARNE PODJEŚCIE
prawdziwe SCHODY CIRITH UNGOL !
i jak się pisze :
OdpowiedzUsuńbo na wiki jest Umm Qais ?
piszą to na sto sposobów, wogle to oni w dupie mają pisownię łacińskimi literkami a robaczków znowu ja nie kumam
OdpowiedzUsuńten gość plecakiem pod koniec pewnie miał podwieszany do Galila granatnik, mając karabin i granatnik i parę magazynków można utrzymać pozycję do przylotu Apaczów :)))
OdpowiedzUsuńa gdzie jest to zdjecie?
OdpowiedzUsuńbo pod linkiem go niet?
wyobraź sobie że M. podejrzewa że mogła je usunąć (jak było nieostre) przy segregacji zdjęć
OdpowiedzUsuńdoprowadziło to do krótkiego spięcia ale już jest OK tzn. oboje żyjemy a obrażenia nie kwalifikują żadnego z nas (w tym kota) do hospitalizacji
zaznaczam że moja frustracja nie jest efektem zniknięcia wizerunku karabinu tylko wzmiankowanych sutków oczywiście :))
w ruinach twierdzy izraelscy rekruci składają przysięgę wojskową ('Przyjedź mamo na przysięgę, zaproszenie wysłał szef ...')
OdpowiedzUsuńciekawe czy ich wwożą tą pierdoloną kolejką linową czy dymają na piechote koty bidne?
no szkoda,ale cieszę się że spięcie opanowane;)
OdpowiedzUsuńwiesz,skoro przysięga to raczej elegancko ubrani (wiadomo,po wojskowemu),to chyba kolekją nie?
Nie no sutki zostały wycięte? :(((
OdpowiedzUsuńobstawiam że kociarstwo dyma per pedes 'ścieżką węży' a tylko szarże jadą kolejką
OdpowiedzUsuńteż mi smutno
OdpowiedzUsuń:((((
sutki wycięte...no,no,podświadomość u M zadziałała?:)
OdpowiedzUsuńM. to wycina tylko jaja. I to świadomie! ;-)
OdpowiedzUsuńM - ;))))
OdpowiedzUsuńzdjecia bardzo ,bardzo, nie mogę zdecydowac się kóre bardziej mi sie podobaja, Petra,wiadomo, ale i inne tez ciekawe.
OdpowiedzUsuńCzy beda bardziej plazowe znad martwego?
oczywiście że będą
OdpowiedzUsuńi to już w najbliższym odcinku