Bramburaki, smoki, czosnki (i zalakki)





Floating Market w Damnoen Saduak (Tajlandia)


To nie owoce tak tuczą tylko ta 'Cola' podrabiana!
Pomińmy dwie kartoflowate jicamy (Pachyrhizus erosus) po lewej i zajmijmy sie owocami.


Czerwane włochate rambutany (Nephelium lappaceum, zw. też śliwką
chińską lub jagodzianem) to te mniejsze, nazywane przeze mnie
uporczywie 'bramburakami', bardzo smaczne liczipodobne owoce z
niewielką pestką. Najlepsiejsze la mie owoce tajskie.
To duże czerwone pośrodku to dragon fruit lub red pitaya (Hylocereus undatus), na przekroju bielutkie z czarnymi kropkami, wygląda to jak kokosowe lody z kawałkami czekolady, la mie za słodkie i za mdłe.
To ciemne po prawej to mangostany, inaczej garcynie, smaczeliny, żółtople, żółciecze (Garcinia mangostana) zwane przez nas 'czosnkiem' z powodu ząbkowej wewnętrznej budowy, dobre choć bardzo specyficzne w smaku.
PS
W bonusie owoce palmy salacca (Salacca edulis) - sztywny i kłujący pancerz krył wyśmienite smakowo i aromatycznie wnętrze, 4 dychy niedrogo, też liczipodobne z 'daktylową' pestką.
(foto by Łuczaj)

Komentarze

  1. Dla mnie najlepsiejsze, najmniej przypominające w smaku jakiekolwiek nasze, były owoce palmy salacca (oszpilna jadalna, salak jadalny, ospiln jadalny, zalakka jadalna) ;-) "Czosnki" na mój gust najbardziej przypominały w smaku borówkę amerykańską.

    OdpowiedzUsuń
  2. dokładam fotke zalakko ty moje jadalne :)))))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze 7 miesięcy i też wyjeżdżam na bagpacking na wschód. Je, je. Na 3 miesiące!

    OdpowiedzUsuń
  4. głowa mnie rozbolała od tej ichniej sałaty i temu podobnych;) a przejrzałam wszystkie zdjęcia z tego tam targu;)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Jezusicki, ale fajnie!!!!
    3 miesiące?!?!?!?

    Dokąd kurde, jakie plany itp itd???

    OdpowiedzUsuń
  6. my to teraz dopiero takie mądre jesteśmy (po przeczytaniu stronki Łuczaja)

    tam na miejscu wszystko było na chybił-trafił, kupowaliśmy owoce jak leci, niektóre były oh... nnno może mniej smaczne od innych i tak oto wyselekcjonowaliśmy najlepsze

    gadanie ze sprzedawcami mijało sie z celem bo oni na wszystko mówią mniam-mniam i szczerzą zęby ... :)))))

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie, no większych wpadek nie było. Poza tym, że niedojrzałe mango w ciemnym, słonym sosie, było dla mnie mocno rzygliwe...

    OdpowiedzUsuń
  8. U Łuczaja na ostatniej fotce jest owoc (?). Kiedy byłyśmy ze Sz.zK.D. w Indiach, te same owoce (?), znacznie bardziej dorodne i znacznie bardziej przypominające obrane mandarynki, kusiły nas ze straganów wielokrotnie. W Udaipurze na bajecznie kolorowym bazarku odważyłyśmy się poprosić straganiarkę o odważenie kilograma dla nas. Pani spojrzała dziwnie, wręczyła nam na spróbowanie po sztuce, my odmówiłyśmy, gdyż bałyśmy się jeść niemyte owoce, sratatata, pani nalegała, więc spróbowałyśmy. Rzeczywiście paskudztwo!!! Jedyne wymyślone przez nas zastosowanie - zamiast rabarbaru na kompot. O żarciu tego z solą nawet nie chcę myśleć...

    OdpowiedzUsuń
  9. PS. Rabarbar da się jeść.

    OdpowiedzUsuń
  10. Na razie plan jest bardzo ogólny i są dwie opcje, zależy gdzie bedę pod koniec września, jeżeli mój projekt pośle mnie do Chin to start z Szanghaju no i Chiny, Laos, Kambodża, Wietnam i Tajlandia, a jeżeli będę w Europie to Kolej Transsyberyjska do Pekinu, a dalej plan mnie więcej taki sam.
    Znając życie nie zaplanuję co chcę zobaczyć, bo nawet nie mam czasu sprawdzić jak jest z wizami do poszczególnych krajów, szczepionkami. Ale może uda się przez Wielkanoc zrobić listę must'ów.

    OdpowiedzUsuń
  11. wyglada to zajebiscie atrakcyjnie!

    ja szczepienia olałem, M. zostało cos we krwi po Indiach, antymalaryków zero i chyba nam sie udało

    wizy prosta rzecz ,,

    trzymamy kciuki i bedziemy sledzic

    teraz zbieramy sie na Jordanie i Meksyk

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty